Dzis pomyslalam, ze przyjazn z Lidia wplywa na mnie kojaco, a potem pojawila sie mysl o reszcie dziewczat, bo w sumie to mam trzy przyjaciolki: Elwirke-Zdzirke, Izabelle-Psychodele, no i Lidie-Perfidie.
Lubie, gdy Lidka zaklada okulary, gdy poprawia je wskazujacym palcem. Poznalam ja, gdy jeszcze nosila je na codzien, zanim pojawily sie soczewki. Pamietam jak czekalam na nia na stacji w Toruniu. Pociag z Wroclawia sie spoznil, a ona wysiadla z niego razem z wielka pomaranczowo – niebieska torba adidasa. A potem wszystko potoczylo sie bardzo szybko, mysle, ze najbardziej zblizyly nas braniewskie noce , te na torach i na oponach, rozmowy az po swit okraszane popitka i podpalka, o wszystkim…doslownie. W Braniewie zawsze wyraznie swiecily gwiazdy, kiedys przyjechalam tam na weekend z pelnym plecakiem prania, ale mamina pralka miala awarie, poszlam wiec z tym praniem do Lidki na sasiednia ulice – wyszlam po poludniu – wrocilam chwiejnym krokiem nad ranem. W domu juz nie spali i pytali, co robilam przez tyle godzin. Rozmawialam, to oczywiste… Mama pytala o czym mozna rozmawiac przez 12 godzin, oj mozna mamo mozna, jest o czym, gdy ma sie dobrego kompana i przysmaki zza wschodniej granicy. Lidka mi obiecala, ze zima spotkamy sie w Braniewku, bo tutaj nasza przyjazn nabrala innego wymiaru, kwitnie jednak. „ Czasem ja jestem krnabrna corka, a ty rezolutna mama, czasem jest na odwrot” – to my. I ta niewyczerpana wzajemna slabosc, ktora pozwolila przebrnac przez niejeden konflikt…
Elwira, tak jak ja, postanowila studiowac filologie polska, pojawila sie na pierwszym wykladzie ze staropolskiej w czerwonych dzwonach, patrzylam na nie i wydalo mi sie, ze jest wredna. Pozniej okazalo sie, ze jest calkiem sympatyczna wiedzma, choc gdy sie jej przedstawilam o malo nie cofnela reki na dzwiek mego imienia. „Monika”- nawet dla mnie samej brzmi to czasem dziwnie. Elwira nauczyla mnie wielu wiedzminskich sztuczek, pokazala jak celebrowac chwile i jak zaparzyc dobra herbate. Listy, ktore pisalysmy do siebie dawno temu, ja w Polsce, ona w London, byly czysta epistolograficzna namietnoscia. Pamietam uscisk na schodach po jej powrocie i zdjecie, ktore mi kiedys podarowala. Siedzi na nim na trawie, znowu w czerwonych dzwonach, trzyma rece przy twarzy, a obok lezy ktrores z dziel jej ukochanego Srtrea. Na odwrocie jest napisane: „Bo jestes mi tym nozem, ktorym sama w sobie grzebie”… Elwira tez mieszka tu w Oxford i wiele, bardzo wiele sie zmienilo, ale nie bede o tym pisa, powiem jej to jutro, bo jade na kawe do jej domku na peryferiach.
Iza jest moim „flow”, gdy sie spotykamy nastepuje czysta wymiana energii: „we go with the flow”. Nigdy (odpukac) sie nie posprzeczalysmy, bo nasza znajomosc funkcjonuje w rejonach, gdzie przyziemne sprawy nie sa wazne, nie jest tez tak bardzo emocjonalna, ale to jej nie ujmuje. Poznalam Ize we Wzdowie, nosila wtedy dredowe kucyczki i razaco zolta kurteczke. Palilismy ziolo pod arkadami w palacu hrabiego Ostaszewskiego, wygladala jak promiejace slonce. Wysiedzialysmy do konce niejedna impreze, gdy wszyscy juz spali – „till the end”. Jej pierwszej pozwolilam postawic sobie karty, byla moja inspiracja i kosmicznym motorem dzieki ktoremu powsal moj magiczny pseudonim i pierwsze malunki. Moj ulubiony obraz autorstwa panny Bocienko widac u gory: „The New Age girl is frying a New Era”,taki ma tytul. Niestety nie udalo sie zamiescic go w calosci , ale jesli kto zaintresowany to odsylam na strone Kosmicznej Krolowej: www.cosmicqueen.net. Iza uciekla mi do Polski i czasem tesknie za nia. Brakuje mi jej wiedzminskiego smiechu i magicznej energii, no tego „flow” po prostu. Wierze jednak w nasz projekt Centrum Swiadomosci Kosmicznej, coming soon.
Mysle sobie czasem dziewczyny o tym, jak to by bylo, gdybym sie nasze sciezki nie skrzyzywaly i jakos nie potrafie sobie tego wyobrazic, pewne wiezi sa nierozerwalne. Nie myslcie za duzo o tym, co o ktorej napisalam i dlaczego, to tylko luzne mysli. Kocham was wszystkie razem i kazda z osobna, jestescie moimi trzema siostrami, moja Swieta Trojaca, a moj blog jest ciagle strasznie sentymentalny…fuck.

Astronomicznie i kalendarzowo skonczyla sie juz introwertyczna zima. Wszyscy strosza piorka na wiosne i powoli niesmialo wyfruwaja z gniazdek. Najpierw do ogrodu, potem do najblizszego parku i im cieplej, im sloneczniej, tym dalej sie wy puszczamy, by w koncu oddac sie letnim wojazom. 